Bruce Springsteen & The E Street Band

Niedziela, 15 czerwca 2025 roku, przeszła do historii. Po ponad roku czekania Bruce Springsteen w końcu zagrał koncert na praskim lotnisku Letňany. 29 utworów, prawie 3 godziny muzyki bez przerwy. Zdecydowanie warto było czekać.

Ten dzień dał wszystkim w kość. Od rana próbowaliśmy zwiedzać przepiękną Pragę, ale ponad 30°C nie ułatwiało tego zadania. Było gorąco jak w piekle. Gdy dotarliśmy na lotnisko Letňany, przez pierwszą godzinę ukrywaliśmy się pod jedynym drzewem na terenie wydarzenia, pijąc darmową colę z malutkich puszeczek.

Jednak gdy na scenie pojawił się najpierw The E Street Band, a na końcu Bruce Springsteen, zerwał się wiatr. Gdy wybrzmiało „Summertime Blues”, po ciężkim upale zostało już tylko wspomnienie. Zamiast tego pojawiły się pierwsze obawy, że zaraz zacznie padać. Przez krótką chwilę liczyłam, że Boss odegna złowrogie chmury. Szczególnie że już od pierwszych sekund występu zapanowała znakomita energia. Na scenie i pod nią. Stało się jednak wręcz przeciwnie.

Ktoś zamawiał deszcz?

Siódmym utworem na setliście był „Rainmaker”. Tym utworem Bruce Springsteen dosłownie przywołał deszcz. Szczęśliwie nikt się tym za bardzo nie przejął, a padało niemal cały wieczór. Ci, którzy mieli peleryny przeciwdeszczowe, to je założyli. Ci, co nie mieli (w tym ja), zaczęli po prostu więcej skakać i tańczyć.

Deszcz okazał się żadną przeszkodą w dobrej zabawie. Zarówno zespół, jak i publiczność dali z siebie wszystko. Więź, która nawiązała się między zgromadzonymi fanami a muzykami, była niezwykła. Ten koncert to znakomity przykład tego, że muzyka łagodzi obyczaje i łączy ludzi.

Do historii przejdzie chyba scena, w której podczas utworu „The Promised Land” Bruce Springsteen wręczył harmonijkę małej dziewczynce, która wyłoniła się na tle szarych chmur wśród publiczności. Do historii przejdzie także moment, w którym chwilę później 62-tysięczna publiczność zaśpiewała pierwszą zwrotkę „Hungry Heart”.

Polityka kontra

muzyka

Ostatnie kilka lat to pasmo nieszczęść na świecie. Dla takiego artysty jak Bruce Springsteen oczywiście najtrudniejszym tematem jest obecna sytuacja w Stanach Zjednoczonych. Nie zabrakło więc kilku (a nawet kilkudziesięciu) gorzkich słów na temat polityki. Całą trasę koncertową nazwano zresztą „Land of Hope and Dreams” i pod tym kątem dobrano utwory na setlistę.

Są pewnie tacy, którzy powiedzą, że muzyka powinna być wolna od polityki, religii i innych tematów dzielących społeczeństwo. Z drugiej strony wydaje mi się, że nikt inny jak artyści — a zwłaszcza muzycy — nie ma takiej siły przebicia, by poruszać sprawy trudne i mówić, jak jest naprawdę. Bruce Springsteen robi to w sposób dosadny, ale też na tyle wyważony, że nikt nie powinien czuć się urażony. Zamiast tego warto pozwolić sobie na chwilę refleksji.

Rockowe przeboje

i wzruszające momenty

Na setliście nie zabrakło największych przebojów Bossa z jego imponującej, trwającej już ponad pół wieku kariery. „Badlands”, „Thunder Road” (kolejny utwór, do którego idealnie pasowała aura tego wieczoru), „Born in the U.S.A.” czy „Dancing in the Dark” to zaledwie ułamek tego, co Bruce Springsteen zaserwował publiczności.

Między klasycznymi rockowymi hymnami znalazło się też miejsce na kilka ballad. Wzruszająca interpretacja „The River” udowodniła, że choć wokal nie brzmi już tak jak 45 lat temu, to wciąż potrafi poruszyć serca słuchaczy. Zwłaszcza końcówka, zaśpiewana wyjątkowo wysoko (co u Bossa nieczęste), rozbrzmiała z taką siłą, że poukładała mi wszystkie wnętrzności na nowo.

Bruce Springsteen wśród publiczności

Jeszcze piękniej wypadł chyba utwór „House of a Thousand Guitars”, podczas którego Bruce został na scenie sam. Towarzyszyły mu tylko gitara i harmonijka.

Największą radość sprawiło mi jednak to, że usłyszałam na żywo moją ulubioną piosenkę „Human Touch”, której absolutnie się nie spodziewałam. Udało mi się zresztą ustalić, że utwór ten w ostatnich latach był grany ekstremalnie rzadko.

Energetyczne covery

Bruce Springsteen lubi sięgać po kompozycje innych artystów. Nie mogło więc zabraknąć kilku coverów. Obok wspomnianego wcześniej „Summertime Blues” pojawiło się też „Because the Night”, o którym właściwie trudno mówić jak o coverze. Ten utwór z repertuaru Patti Smith napisał przecież sam Bruce Springsteen.

W trakcie całego koncertu publiczności dopisywały znakomite nastroje: tańce, podskoki, mocne oklaski i głośne śpiewy. Przy „Twist and Shout” jednak wszyscy totalnie odlecieli. Takich rzeczy jeszcze nie widziałam. Nawet Bruce pozwolił sobie na więcej pląsów na scenie.

Koncert zakończył się utworem Boba Dylana „Chimes of Freedom”.

Legendarny

The E Street Band

Trzeba to powiedzieć głośno: nie byłoby takiego Bruce’a Springsteena bez towarzyszących mu muzyków z The E Street Band. Chociaż nie jestem fanką instrumentów dętych, to właśnie one dodają tym wspaniałym przebojom drugiego życia i jeszcze więcej mocy. Nie wyobrażam sobie też sceny bez Stevena Van Zandta, śpiewającego z Bossem do tego samego mikrofonu.

Cały zespół robi ogromne wrażenie. Niezwykły profesjonalizm. Znakomity kontakt z publicznością. Przyjaźń. Widać, że muzycy znakomicie czują się ze sobą na scenie. Rzadko można zobaczyć tak niesamowitą harmonię w trakcie występu.

Koncert bez fajerwerków

Koncert Bruce’a Springsteena z legendarnym The E Street Band to dowód na to, że nie potrzeba wyszukanej scenografii ani pirotechniki, aby zrobić znakomite show. Wystarczą muzyka i dobre nastawienie.

To niesamowite, że 75-letni Boss nadal potrafi porwać serca wielopokoleniowej publiczności. Do tego stopnia, że ta zapomina, że leje deszcz i szaleje pod sceną z szerokimi uśmiechami na twarzach. Nie bez powodu artysta zyskał ten przydomek.

Krążą plotki, że tegoroczna trasa koncertowa po Europie to ostatnia okazja, aby zobaczyć Bruce’a Springsteena i The E Street Band na żywo. Po tym, co zobaczyłam w Pradze, trudno mi w to uwierzyć. Może głos już nie ten, ale energia i radość z grania — przeogromne. Nie sądzę, aby tak łatwo było zejść ze sceny.

Bruce Springsteen z gitarą w ręku na tle publiczności

Z muzyką Bruce’a Springsteena wracaliśmy do metra. Tłumy ludzi śpiewały bowiem w ogromnej kolejce na stację.


Zaobserwuj mnie na FacebookuInstagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.

Dzięki, że jesteś!

Magdalena 🙂

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  1. Magdo twój komentarz, jakże profesjonalnie powalający.Opisałas wszystkie moje doznania i uczucia których doświadczyłam na koncercie.Zyczmy sobie aby tacy wspaniali artyści pieścili nasze zmysły do końca świata i dłuzej bo jak napisałaś łączy nas wszystkich w wyjątkowy Dziękuję za to piękne podsumowanie.❤️

  2. Piękny epicki opis z backgroundem historyczno-politycznym. Jak zwykle wgryzamy się z nieopisywalnym smakiem i konsumujemy elokwentną ucztę zgotowaną przez Autorkę. Koncert był uroczym, romantycznym i przemiłym towarzyskim wydarzeniem które zapada nam w pamięci na długie lata.