Ino-Rock Festival 2024
dzień I
Już po raz czwarty zdecydowałam się na udział w Ino-Rock Festival. Jedno muszę oddać organizatorom – mimo że wydarzenie nie należy do zbyt dużych, co roku przyciąga bardzo interesujących artystów.
Festiwal odbywa się od 2008 roku w Teatrze Letnim w Inowrocławiu, zazwyczaj w ostatnią sobotę sierpnia. W tym roku Ino-Rock przyjął formę dwudniową. Cieszy fakt, że do tej małej, ale urokliwej miejscowości uzdrowiskowej przyjechało aż tylu artystów.
W piątek 23 sierpnia, czyli pierwszego dnia Ino-Rock Festiwal, mogliśmy usłyszeć czterech wykonawców. Dokładnie połowy z nich wcześniej nie słyszałam lub znałam ich twórczość jedynie fragmentarycznie. Dlatego dzisiejszy post w dużej mierze będzie moim pierwszym wrażeniem na temat tych zespołów.
Paatos
melancholijna rozgrzewka
Ino-Rock Festiwal otworzył kwintet ze Szwecji, który zabrał nas na ciekawą wycieczkę w klimacie trochę melancholijnym, a czasem psychodelicznym. Niewątpliwie jednym z największych atutów zespołu jest interesujący głos wokalistki, który momentami przypominał mi barwą Björk, a czasem byłą wokalistkę zespołu The Gathering, Anneke van Giersbergen.

Uważam, że był to bardzo dobry występ na rozgrzewkę i, choć Paatos nie zachwycił mnie tak bardzo, jak bym chciała, to na pewno zaciekawił. W niedalekiej przyszłości ukaże się ich nowa płyta, a ja z chęcią jej posłucham, aby sprawdzić, co artyści mają jeszcze do powiedzenia.
The Amazing
nie tak wspaniały
Z przykrością muszę stwierdzić, że kolejny zespół zupełnie mnie nie porwał. Artyści pochodzący również ze Szwecji zabrali nas na ciemną, zimną i smutną północ swojego kraju i zapalili kilka świeczek. Potem poprosili, abyśmy zawinęli się w ciepły kocyk i poszli spać.
Problem w tym, że festiwal odbywał się pod koniec sierpnia, było powyżej 30º Celsjusza, a nikt nie zamierzał pogrążyć się w sennych marzeniach. Ludzie chcieli się bawić. Przynajmniej ja. I kilka osób w moim otoczeniu.

Gazpacho
zaskoczenie wieczoru
Norweska grupa Gazpacho okazała się prawdziwym ratunkiem. W tym miejscu muszę zdecydowanie zaznaczyć, że nastąpiło wielkie zaskoczenie.
Nie wiem, ile razy próbowałam słuchać Gazpacho. Artyści mają już wyrobioną renomę wśród słuchaczy progresywnego rocka, ale do mnie ten zespół nigdy nie trafiał. Nie będę ukrywać, że nie oni pierwsi, nie ostatni, zrobili na mnie wrażenie dopiero na żywo. Wszystko podczas tego koncertu było jak należy. Wizualizacje, oświetlenie, fantastyczne nagłośnienie, a co za tym idzie – emocje! Czyli to, czego szukam.

Wykonawcy zdecydowali się na mało festiwalowe utwory, bo bardzo długie, ale uważam, że wybór był świetny. Dzięki temu repertuarowi zespół mógł zaprezentować swoje wszystkie, niebywałe umiejętności. Moją ponowną przygodę z Gazpacho na pewno rozpocznę od płyty „Tick Tock ” (ponieważ to z niej wybrzmiała większość utworów).
Podczas występu ogromne wrażenie zrobił na mnie nie tylko wokalista Jan Henrik Ohme, ale przede wszystkim gitarzysta Mikael Krømer, który gra również na skrzypcach. Uważam, że muzyk był gwiazdą tego wieczoru. No, może poza Eivør.
Eivør,
doby duch wysp owczych
Gwiazda wieczoru, po raz kolejny udowodniła, że jest jednym z największych muzycznych talentów naszych czasów. To właśnie jej koncert w 2020 roku skłonił mnie do odkrycia Ino-Rock Festiwal.
Eivør rozpoczęła swój występ magiczną balladą „Gullspunnin”, opartą na wierszu farerskiej poetki Marjun Syderbø Kjelnæs. Jest to jedna z moich ulubionych pozycji (jeśli nie w ogóle) na przedostatniej płycie studyjnej „Segl” artystki. Utwór oczarował publiczność już od pierwszych nut.
Kolejne utwory to mieszanka z całego dorobku Eivør, głównie wyśpiewana w języku Farerskim. W mojej opinii fakt, że wokalistka wykonuje swój repertuar w ojczystym języku, dodaje jeszcze więcej uroku jej twórczości.

Artystka wykonała również kilka piosenek z nowej płyty „Enn”. Z nowych kompozycji (zarówno na płycie, jak i na koncercie) moją największą uwagę przykuł utwór „Upp Úr Øskuni”, który ewidentnie wyróżnia bardziej rockowy duch.
Na większość repertuaru składały się romantyczne i zwiewne ballady. Nie zabrakło jednak bardziej energetycznych pozycji, które zazwyczaj można usłyszeć na występach Eivør, takich jak „True Love” oraz „Í Tokuni”.
Jak na każdym koncercie Eivør, punktem kulminacyjnym było wykonanie „Trøllabundin”. Podczas tego utworu artystka śpiewa i gra na bębnie na scenie w samotności. To przeżycie, które trudno wyrazić słowami – trzeba je usłyszeć na żywo.
Pierwszy dzień Ino-Rock Festiwal
uczta dla zmysłów
Pierwszy dzień Ino-Rock Festiwal zachwycił mnie różnorodnością emocji. Choć nie wszystkie występy trafiły w moje gusta, zakończenie wieczoru było spektakularne. Eivør i Gazpacho pokazali, jak wielką siłę ma muzyka na żywo, a ich występy na długo pozostaną w mojej pamięci.
Fantastyczne oświetlenie, doskonałe nagłośnienie i magia miejsca sprawiły, że Teatr Letni w Inowrocławiu stał się sceną, na której przenikały się sny i rzeczywistość. To był dopiero początek festiwalu – a ja nie mogłam doczekać się kolejnego dnia.
Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂


