Romantyczna muzyka na walentynki
4 płyty, które wprowadzą Cię w miłosny nastrój
Masz dzisiaj randkę, a nie wiesz, jaka muzyka będzie doskonałym tłem do spotkania? A może spędzasz ten dzień w samotności i masz ochotę posłuchać czegoś nastrojowego? Zapraszam na romantyczny wieczór po Mojej Stronie Rocka.
Nieoczywiste propozycje
na walentynkowy wieczór
Powiem szczerze, że pomysł na ten artykuł zmieniał się jak pogoda w ostatnie dni. Początkowo miała być to propozycja walentynkowej playlisty. Wszystko popsuł fakt, że zazwyczaj słucham płyt w całości. Okazało się, że kilka piosenek, które wybrałam, znajdują się na wydawnictwach, które całe nadają się na walentynkowy wieczór.
Ostatecznie wybrałam 4 dość nieoczywiste propozycje. W mojej opinii wszystkie świetnie będą pasować do okoliczności. I nie ma znaczenia czy spędzasz walentynki z ukochaną osobą, czy w samotności.
Dajmy sobie wszyscy odrobinę ciepła. Oto moje propozycje muzyki na walentynki.
Madrugada
„Chimes At Midnight”
O tym, że Sivert Høyem jest specjalistą w rozgrzewaniu kobiecych serc, mogłam się przekonać na Ino-Rock Festiwal. Ilość ckliwych ballad w jego repertuarze jest zatrważająca. Mogłabym wymieniać godzinami.
Nie inaczej jest w przypadku zespołu Madrugada, z którego znamy artystę. Wydana w 2022 roku płyta „Chimes At Midnight” to kwintesencja muzyki o miłości. Chyba nie miałam okazji słyszeć niczego, co w tak piękny sposób opisuje relacje damsko-męskie. A te nie zawsze są idealne.
Warto również wspomnieć, że „Chimes At Midnight” powstała w warunkach bardzo nostalgicznych. Zespół zawiesił bowiem działalność po śmierci gitarzysty Roberta Buråsa w 2007 roku. Płyta ta była efektem trasy koncertowej z okazji dwudziestolecia debiutanckiego albumu „Industrial Silence”.
Co usłyszymy na „Chimes At Midnight”? Przede wszystkim zwiewne ballady nasączone całą gamą emocji. Do tego miłosne wyznania, z odrobiną gorzkiego posmaku. Moja ulubiona piosenka z tego krążka idealnie opisuje naszą obecną rzeczywistość. To zresztą za jej sprawą ta płyta trafiła do tego zestawienia.
„Help Yourself To Me”
Pozwolę sobie zacytować jedną zwrotkę, która mówi tak wiele o naszych dzisiejszych związkach. Mam nadzieję, że moje tłumaczenie oddaje jej moc.
Why you’re looking at your telephone
Why this loneliness comes to our home
I’ll be comin’ from the land of my dreams
When it’s time for you to join me, baby
Dlaczego patrzysz w swój telefon
Dlaczego ta samotność wchodzi do naszego domu
Przyjdę z krainy moich snów
Gdy będziesz miała czas, aby do mnie dołączyć, kochana
Zostawiam to do refleksji. Jak i całą płytę „Chimes At Midnight”.
Eivør
„Room”
Podobnie jak w przypadku Madrugady i Siverta Høyema Eivør w swojej twórczości ma wiele pozycji opowiadających historie miłosne. Na moją listę walentynkowych dźwięków trafiła płyta „Room” z 2012 roku.
Nie jest to moja ulubiony album Eivør. Jednak kilka utworów na tej płycie przekonało mnie, że jest to ciekawa propozycja na walentynkowy wieczór. Jest dość mroczna, ale też wzruszająca. A to nie przeszkadza w stworzeniu romantycznej atmosfery.
Przede wszystkim kojący głos artystki potrafi otoczyć intymnym czarem. Do tego folkowe motywy prosto z Wysp Owczych kojarzą się z naturą. A co za tym idzie wiosną! A przecież wiosna to miłość.
Do zestawienia „Room” trafiła za sprawą dwóch kompozycji. Mamy tutaj romans ze śmiercią w „True Love”. Do piosenki nakręcono teledysk z przepięknymi widokami. Nic tylko się popłakać.
Na koniec płyty Eivør serwuje nam „Falling Free”, który zabiera nas w wyjątkowo wrażliwe rejony. To będzie prawdopodobnie ten najbardziej walentynkowy prezent na „Room”. Dodam tylko, że zazwyczaj „Falling Free” kończy też koncerty Eivør.
Editors
„The Weight Of Your Love”
Miałam w życiu bardzo krótki epizod fascynacji indie rockiem. Editors to dla mnie taki zespół co ma kilka hitów. Niestety żadna płyta nie jest na tyle dobra, żeby móc jej słuchać od początku do końca. Z jednym wyjątkiem. „The Weight Of Your Love”. Już sam tytuł wskazuje, gdzie ten album powinien się znaleźć.
Co ciekawe, o płycie są skrajne opinie. Jedni się zachwycają, inni mówią, że brakuje jej tych hitów, o których wspomniałam wcześniej. Prywatnie wolę spójne nagrania przepełnione emocjami, a nie te „hity”.
To, co pierwsze rzuciło mi się w uszy to, to że jak na indie rocka, ta płyta jest całkiem mroczna. Mój tata, który jest dla mnie wzorem do muzycznego naśladowania, powiedział kiedyś, że to takie podobne do Dead Can Dance (sic!). No może faktycznie głosy trochę podobne.
W „The Weight Of Your Love” bardzo lubię teksty. Podobnie jak w przypadku „Chimes At Midnightt” Madrugady bardzo trafnie opisują relacje intymne ludzi. W dodatku w bardzo prosty, ale poetycki sposób.
Editors ważą tę naszą miłość w bardzo zróżnicowany sposób. Zaczyna od utworów przygniatających („The Weight” i „Sugar”). W międzyczasie rzuca nas w romanse bardziej żywiołowe („A Ton Of Love” i „Formaldehyde”). Kiedy indziej serwuje miłość lekką jak piórko („What Is The Thing Called Love” i „Nothing”).
Mimo różnych form przekazu „The Weight Of Your Love” jest płytą bardzo spójną. Wydaje mi się, że ma szanse rozgrzać nawet najciemniejsze serca fanów muzyki metalowej. Bardzo polecam na ten walentynkowy dzień. Będzie miło i przyjemnie.
Alcest
„Shelter”
Jedna z moich ulubionych płyt. Niestety nie wypowiem się na temat tekstów, ponieważ nie znam francuskiego. Jest to jednak język miłości, więc mamy już jakiś wspólny mianownik.
Alcest określa się jako zespół wykonujący muzykę z gatunku blackgaze. Jest to taki romans black metalu z shoegazem. Wyobraźcie sobie związek Slowdive z Behemothem. Tak w dużym uproszczeniu, żeby złapać jakiś kontekst.
Jak już mniej więcej wiesz, na jakiej półce leży Alcest, to teraz mogę napisać jak wyjątkową płytą jest „Shelter”. Przede wszystkim brutalnie zrywa z black metalową stylistyką. A to daje efekt wręcz radosny.
Jeśli chcesz poczuć tą prawdziwą, romantyczną wiosnę, to tu ją dostaniesz w najlepszej formie. Mało tego. Jest szansa, że poczujesz promienie słońca na twarzy.
„Shelter” to płyta znakomita w każdej minucie. Niezobowiązująca, lekka i przepełniona nadzieją. Świeża i radosna. Przeciwieństwo pozostałej części dyskografii Alcest.
Bardzo ważna informacja. Inne płyty zespołu również bardzo lubię. W jakiś przedziwny sposób identyfikuję się z wrażliwością francuzów. Ich muzyka wyjątkowo dobrze koi moje nerwy. Uważam, że Alcest jest absolutnie niedoceniony. A przecież tak oryginalny. O czym świadczy też „Shelter”. Niełatwo w końcu wyjść ze swoich butów i nagrać coś zupełnie innego niż wcześniej. W dodatku z takim wdziękiem.
Cała płyta to wędrówka po romantycznych pagórkach. Czasem stoisz gdzieś wysoko z głową w chmurach i czujesz przyjemny powiew wiatru. Innym razem chowasz się w cieniu drzewa i obserwujesz promienie słońca przebijające się między gałęziami. Są też momenty, kiedy słońce chowa się za cumulusem, a po ciele przechodzą dreszcze.
Wcześniej porównałam Alcest do Slowdive i Behemotha. Tych drugich tu nie znajdziemy. Za to wokalista Slowdive Neil Halstead wystąpił gościnie w utworze „Away”. Zaraz po tym utworze możemy usłyszeć chyba najpiękniejszy kawałek twórczości Alcest.
„Délivrance” to 10 minut emocjonalnego grania. Alcest serwuje nam tu najbardziej epicki, ale też głęboki moment kulminacyjny w swojej karierze. Absolutnie zachwycający i jakże romantyczny.
To która płyta będzie dla mnie najlepsza?
W tym zestawieniu stawiam na Madrugadę i „Chimes At Midnight”. Uważam, że ta płyta trafi do każdego. Szczególnie warstwa tekstowa. Eivør z albumem „Room” dedykuję bardziej wymagającym słuchaczom. Ten typ wrażliwości wymaga odrobiny skupienia. „The Weight Of Your Love” jest wydawnictwem bardziej przystępnym, ale nie każdy lubi indie rocka. Alcest i ich „Shelter” to propozycja jednak dla osób, którzy lubią mocniejsze granie. Prawdopodobnie będzie to mój wybór na wieczór.
Każda z tych płyt ma jednak w sobie coś romantycznego. Jeśli chcesz pokazać się ze strony uroczego wrażliwca, to na pewno któraś z tych propozycji będzie strzałem w 10. Miłych walentynek!
Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂



Piękny, dojrzały i emocjonalnie ujmujący opis zamieszcza Autorka publikując z okazji walentynek własne wrażenia na temat utworu Madrugada Chimes At Midnight.