Sonata Arctica
Firewind, Serious Black
12.10.2024 / Poznań / Tama
Epickie rytmy w klimacie Harry’ego Pottera, boskie riffy gitarowe i arktyczny humor. To wszystko miało miejsce 12 października 2024 roku w poznańskim klubie Tama. Na scenie wystąpili Serious Black, Firewind i Sonata Arctica.
Serious Black
sympatyczna rozgrzewka
Koncert rozpoczął występ nieznanego mi wcześniej zespołu Serious Black. Było szybko, bardzo energicznie i bardzo melodyjnie – jak to zazwyczaj bywa w muzyce power metalowej.

Artyści bardzo dobrze czuli się na scenie. Nie przeszkodził im nawet wokalista zespołu Sonata Arctica, który podczas jednej z piosenek postanowił sobie na scenie… umyć zęby. Można? Można.
Serious Black dał bardzo sympatyczny występ na początek. Niestety, nie znalazłam w muzyce zespołu nic odkrywczego. Nie będę wymieniać, ile jest takich zespołów, bo to strata czasu.
Firewind
szybka wycieczka po Olimpie
Po rozgrzewce zafundowanej przez Serious Black przyszedł czas na grecki Firewind. Co tu dużo mówić – było szybko, dźwięcznie i jeszcze szybciej. Wszystko to za sprawą szalonych solówek gitarowych.
Dla niewtajemniczonych – Firewind to zespół założony przez wirtuoza gitary Gusa G., znanego między innymi z wieloletniej współpracy z Ozzym Osbourne’em. Jako płeć piękna mogę sobie chyba pozwolić na taki komentarz: wizualnie – boski.

W mojej opinii, gdyby Gus G. wystąpił sam na scenie, nikt by nie zauważył różnicy. Człowiek (czy aby na pewno?) robi z gitarą absolutnie nieprawdopodobne, a czasem wręcz absurdalne rzeczy. Niech mi ktoś wytłumaczy, o co chodzi z graniem ze ścierką na gryfie.
Zresztą, nieważne. Może lepiej nie tłumaczyć sobie pewnych rzeczy. Ważne, żeby była dobra zabawa, a Firewind zdecydowanie ją zafundował.
Występ zwieńczył cover znanej wszystkim piosenki z repertuaru Michaela Sembello pod tytułem „Maniac”. Domyślasz się pewnie, że publiczność oszalała. Były dzikie pląsy, klaskanie i dość głośne śpiewanie.
Sonata Arctica
wcale nie taka arktyczna
Nie będę kłamać, że słucham zespołu Sonata Arctica regularnie. Moje uszy już dawno temu zwróciły się w kierunku innych gatunków muzycznych. Finowie grali w moich głośnikach i słuchawkach głównie, gdy byłam nastolatką.
Jest jednak jedna płyta zespołu, którą bardzo lubię. „Ecliptica”, bo o niej mowa, trochę się zestarzała. Mimo wszystko wracam do niej od czasu do czasu z ogromną radością.

Przyznam się, że sprawdziłam wcześniej setlisty zespołu, żeby upewnić się, czy warto na koncert się wybrać. Trzy utwory z „Ecliptici” mi wystarczyły. Przyznam, że krzyczałam z resztą publiczności jak szalona.
Oczywiście tematem przewodnim występu była nowa płyta pod tytułem „Clear Cold Beyond”. Zespół zaprezentował kilka utworów z nowego wydawnictwa, ale to te starsze, jakże lubiane, wybrzmiały najlepiej.
Mogliśmy usłyszeć między innymi emocjonalne „I Have a Right” i bardziej romantyczne „Tallulah”. Nie zabrakło też jednego z moich ulubionych utworów – „Don’t Say a Word”. Była to bardzo przyjemna przejażdżka po arktycznych zakamarkach twórczości, dla mnie bardzo sentymentalnej.
Sonata Arctica zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Zespół koncertuje już ponad 25 lat i nadal jest w świetnej formie, szczególnie wokalista Tony Kakko, który ma do odśpiewania trudne partie. Warto również wspomnieć, że zespół wspaniale odnajduje się na scenie. Na koncercie panowała domowa, przytulna i ciepła atmosfera.
Czasem trzeba odreagować
Prawdą jest, że od lat muzyka power metalowa nie jest mi specjalnie bliska. Mimo że gatunek ten charakteryzuje się szalonymi riffami i epickimi melodiami, dla mnie zwyczajnie stał się nudny. Obecnie wolę posłuchać dźwięków bardziej złożonych i wymagających większego skupienia.
Czasem jednak człowiek musi odreagować. Myślenie wyłączyłam na tym koncercie po 30 sekundach. Wcale nie żałuję.
Usłyszałam świetne solówki i majestatyczne melodie. Trochę pośpiewałam (dobra, przyznaję się, darłam się jak stare gacie). Poklaskałam. A nawet zdarzyło mi się przecierać oczy ze zdziwienia (tak, Gus, o Tobie mówię).
Wszystkie trzy zespoły zapewniły mi rozrywkę w najprostszym wydaniu i pod tym względem nie mam do czego się przyczepić. Zakładam, że żaden z nich nie zabrzmi w moich kolumnach w najbliższym czasie. To jednak nie znaczy, że jeśli któryś z zespołów znowu będzie miał koncert w mojej okolicy, to się na nim nie pojawię.
Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂

