„War Of Being”

Tesseract

Tesseract rozpoczął drugą nogę trasy po Europie, promując ostatnią płytę „War Of Being”. Album ukazał się 15 września 2023 roku nakładem wydawnictwa Kscope. Koncerty, również w Polsce, to świetna okazja, aby porozmawiać o tej płycie.

Koncept album

z grą komputerową w tle

Tesseract to zespół o innowacyjnym brzmieniu, balansującym na pograniczu metalu progresywnego i djentu. Przy okazji nagrania „War Of Being” pozwolili sobie pójść dalej niż inni artyści – do muzyki zawartej na ostatnim wydawnictwie stworzono również grę, i to nie byle jaką.

Zgodnie z materiałami na Steamie, „War Of Being” to przygoda osadzona w realiach sci-fi. Do dyspozycji mamy tryb standardowy i VR. Naszym zadaniem jest rozwiązywanie zagadek oraz znajdowanie ukrytych obiektów, a wszystko to w niesamowitej krainie Strangeland.

Młoda kobieta trzyma w ręce płytę zespołu Tesseract War Of Being. Nie widać jej twarzy. Zasłania ją płyta CD. Na okładce płyty znajdują się dwie postaci okryte w całości całunem. Po prawej stronie znajduje się kobieta. Po lewej najprawdopodobniej mężczyzna. Jego twarz zamienia się w ulatujący na wietrze pył.
Tesseract „War Of Being”
okładka płyty
Shatner Bassoon – artwork
Scott Robinson – layout, design

Obecnie gra dostępna jest w wersji wczesnego dostępu (nie została jeszcze ukończona, ale można już w nią grać). Według zapowiedzi zespołu, pełna wersja gry powinna ukazać się niedługo. Mam nadzieję, że wokalista Daniel Tompkins, jeden z twórców gry, opowie nam o niej więcej podczas koncertów.

Ja sama jeszcze w grę nie grałam – czekam na jej ostateczną wersję. Jestem bardzo ciekawa, jak muzycy połączyli swoją twórczość z wirtualnym światem.

Witaj w 

Strangeland

„War Of Being” to płyta, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Uważam, że to jedno z najlepszych wydawnictw ostatnich lat. Nie bez powodu w 2023 i 2024 roku Tesseract znalazł się w mojej topce na Spotify. Mam tę płytę osłuchaną do bólu zębów i nadal nie mam dość – za każdym razem odkrywam na niej coś nowego.

Cała muzyczna podróż po Strangeland to troszkę ponad 60 minut emocjonalnego wysiłku. Warto jednak się na to zdobyć – nawet nie zauważycie, kiedy minie ta godzina.

Powtarzam jak mantrę: płyt należy słuchać od pierwszego do ostatniego utworu. Na „War Of Being” każda sekunda muzyki jest przemyślana w najdrobniejszym detalu. Utwory doskonale się przenikają i uzupełniają.

Intensywna

pierwsza połowa

Początek płyty to porządne uderzenie. Otwiera ją „Natural Disaster”, które jest swego rodzaju popisem umiejętności wokalnych. Daniel Tompkins łamie wszelkie prawa fizyki, przechodząc płynnie od gardłowego krzyku do łagodnych partii. A do tego dochodzi wspaniała końcówka, wibrująca od najmniejszego palca u stopy po czubek głowy.

Kolejne utwory to czysta harmonia dźwięków. Świetne wokale przenikają się z charakterystycznym dla Tesseract brzmieniem gitar, które wysuwają się na pierwszy plan w czwartym utworze – „The Grey”.

„Legion” i „Tender”

zagrajcie to na moim ślubie…

…A jeśli nigdy nie wyjdę za mąż, to na pogrzebie.

Jeszcze nie słyszałam, żeby dwa kawałki tak dobrze ze sobą współgrały. „Legion „ to prawdopodobnie najlepsze wokale na całej płycie. Utwór jest pełen wysokich partii, ale nie brakuje w nim również potrzebnego krzyku. Funduje nam emocjonalną huśtawkę, by na chwilę dać oddech – pozornie.

„Tender” uważam za najbardziej wrażliwą kompozycję na płycie. Na początku dostajemy odrobinę otulającej delikatności, która stopniowo nas oplata, aż uświadamiamy sobie, że to nie jest delikatność… Pewnie już domyślacie się, co jest na końcu.

Otwarta na tekście piosenki "Tender" książeczka dołączona do płyty Tesseract pt. War Of Being. Pod nią pudełko z okładką.
Tesseract „War Of Being”, okładka płyty, autorzy:
Shatner Bassoon – artwork
Scott Robinson – layout, design

„War Of Being”

pozwalam słuchać osobno

Tytułowy „War Of Being” to kwintesencja całej płyty – niesamowicie przemyślana kompozycja. Oczywiście, że był to pierwszy singiel z albumu.

W tym utworze znajdziemy wszystkie najważniejsze emocje z poprzednich pięciu piosenek, upakowane w 11 minut. Dlatego pozwalam wam słuchać go osobno – w tym jednym przypadku się to sprawdzi. Absolutnie nie mogę się doczekać, by usłyszeć „War Of Being” na żywo.

Dajcie chwilę odpocząć!

W trakcie intensywnej podróży po Strangeland i ogromnym spektrum muzycznych barw (głównie w odcieniach szarości) należy się chwila oddechu. „Sirens” nie jest moją ulubioną piosenką na „War Of Being”, ale jej łagodniejszy charakter daje słuchaczowi moment wytchnienia. Gdyby nie ten utwór, ktoś musiałby mnie cucić po każdym przesłuchaniu płyty.

Zbliżamy się do końca

Końcówka płyty nie przytłacza już tak jak początek, ale nie oznacza to, że jest słaba – wręcz przeciwnie, jest bardziej przebojowa.

W „Burden” przez kolejne popisy wokalne przebija się znakomita gitara basowa. Ogólnie, basy na tej płycie – jak i na wcześniejszych albumach Tesseract – odgrywają ważną rolę. Tutaj jednak są najbardziej słyszalne.

Zamykający album „Sacrifice” to najbardziej pompatyczna kompozycja na „War Of Being”. Na końcu naszej podróży drogę rozświetlają jaśniejsze partie gitarowe, konkurujące z przygniatającymi dźwiękami gitary basowej i zróżnicowanymi wokalami. Koniec końców – gitara wygrywa.

„War Of Being”

na żywo

Jeśli mój opis podróży po Strangeland was zainteresował, zachęcam oczywiście do przesłuchania „War Of Being”. Dajcie znać, jakie wy macie odczucia po zwiedzaniu muzycznych zakamarków, które oferuje Tesseract.

Warto wspomnieć, że zespół zagra również koncerty w Polsce. To ostatni moment, by zdecydować się na zakup biletu – koncerty odbędą się już za chwilę! Tesseract zagra w towarzystwie Novelists i The Omnific w Krakowie 26 stycznia oraz w Gdańsku 5 lutego.


Zaobserwuj mnie na FacebookuInstagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.

Dzięki, że jesteś!

Magdalena 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *