„Devoured by the Mouth of Hell”
Heriot
Jestem człowiekiem chaosu. Żyję w towarzystwie niezliczonej ilości szklanek, kubków i filiżanek. Te znienacka pojawiają się także w toalecie. Notorycznie nie opróżniam zmywarki i jem prosto z garnka. Mimo to są sytuacje, w których jestem znakomicie zorganizowana.
Za tydzień rusza Brutal Assault. Od kilku tygodni mam w Excelu stworzony plan koncertów. Tam królują 2 kolory. Ciemny fiolet – muszę zobaczyć. Jasny – warto się wybrać albo spodobało mi się po pierwszej nutce.
Ostatnio dużo pracuję (na razie bez efektów). W tle lecą głównie te ciemnofioletowe zespoły, ale już mam też kilka faworytów wśród tych drugich.
Najczęściej towarzyszy mi zespół, który zagra na zakończenie pierwszego dnia. Płytę udało mi się kupić na promce 2 w cenie 1 w pewnym sklepie na „E”. Ależ się ucieszyłam.
Zapraszam serdecznie na ścieżkę dźwiękową do mojego chaosu.
Dźwiękowy gniew,
który mówi także moim głosem
Od pierwszych dźwięków „Devoured by the Mouth of Hell” zaprasza do świata, który Heriot stworzył z bólu i gniewu, rozdzierając ciszę jak ostrze piły łańcuchowej. Osobnikom, którym muzyka ekstremalna jest obca, radzę się nie zrażać. Wśród tych brutalnych riffów, industrialnego chłodu i wykrzyczanych lamentów znajduje się coś wrażliwego. Każdy dźwięk, który początkowo może wydawać się przypadkowy, jest sterylnie przemyślany.
Otwierający płytę utwór „Full Void” jest znakomitym przykładem, że w tej muzycznej sieczce jest wiele wymiarów. Trzeba tylko odważnie wejść w sam środek tego chaosu i słuchać uważnie.
Rzeźnia, do której wchodzi się z przyjemnością
Muzycznie „Devoured by the Mouth of Hell” to ekstremalna jazda bez trzymanki. Wszystko tu pulsuje napięciem. Perkusja tnie jak ostrze, gitary elektryczne wiją się w rytualnym szale, a basowe przerzucają wnętrzności na lewą stronę. To muzyka, która boli, ale w przyjemnie oczyszczający sposób.
Szczególnie poruszające są momenty, w których chaos ustępuje miejsca eterycznej atmosferze. Tak na przykład gdzieś pod grubą warstwą gruzu leży brylant w postaci niepozornego z początku „Opaline”.
Trochę jakby Heriot chciał pokazać, że umie krzyczeć, ale też wie, kiedy milczeć tak, by to bolało jeszcze bardziej. To właśnie ten balans między furią a łagodnością sprawia, że „Devoured by the Mouth of Hell” to nie tylko płyta do headbangingu.
Zespół wyłamuje się też z brutalnego schematu w industrialnym utworze „Lashed”, który z jednej strony do płyty nie pasuje, a z drugiej jest bardzo ciekawym przerywnikiem. Jednak najgłębsze oczyszczenie można znaleźć w moim ulubionym „Visage”, który jest dowodem na to, że warto łączyć łagodność z brutalnością. Daje to efekt emocjonalnej rzeźni. Wiesz, że będzie groźnie, ale i tak wchodzisz z przyjemnością.
Kobiety w metalu
Jako kobieta, słuchająca metalu od lat, nieczęsto czuję, że ekstremalna muzyka mówi też moim językiem. Heriot to jeden z kilku wyjątków. Gitarzystka i wokalistka Debbie Gough jest kolejnym przykładem, że jest miejsce dla płci pięknej w metalu. Niektórzy panowie mogą się schować. Ona ich połyka, mieli i wypluwa razem z opętanym krzykiem. Jej wokale są zarówno bezlitosne, jak i pełne kontroli. To krzyk kobiety, która nie pyta o miejsce przy stole, bo właśnie podpaliła całą jadalnię.

okładka płyty
artwork: Reece Thomas
layout: Ross Rickers
Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂



Zostaje mi w głowie więcej niż się spodziewałem.To jeden z tych materiałów, które mimo prostoty wciągają. Ciekawie udało się zachować ten balans między osobistym tonem a konkretem. Zapisuję stronę – za jakiś czas będę chciał tu wrócić, żeby poczytać nowe mam nadzieje równie dobre teksty. Zastanawiam się, czy to część większego cyklu?
Cześć!
Bardzo się cieszę, że Ci się tutaj spodobało. Z muzyką jest trochę jak z jedzeniem. Każdy pożera, co mu smakuje. Mój plan jest taki, aby pisać o tym, co trafia w moje trzewia, a przy okazji zachęcić innych do spróbowania.
Czy to część większego cyklu? Jutro rusza Brutal Assault. Napisałam już drugi artykuł o innych ciekawych zespołach z kobiecymi wokalami. Ja na festiwalu melduję się dopiero w środę, więc na pewno do tego czasu pojawi się coś jeszcze z polecajek 😉
Pozdrawiam cieplutko,
Magda