„Ordinary Man”
Ozzy Osbourne
Tydzień temu świat zatrzymał się na krótką chwilę, a bramy do innego, wspaniałego świata otworzyły się, aby wpuścić do niego legendę. 22 lipca zmarł Ozzy Osbourne.
Przez ostatnie dni zastanawiałam się, czy wrzucać zaplanowane posty, czy to wypada, czy jednak napisać kilka słów o Księciu Ciemności.
No i skończyłam jak tysiące fanów ciężkich brzmień. Postanowiłam też się wypowiedzieć. Wszystko przez to, że za każdym razem, gdy przechodziłam przez salon, z półki na płyty krzyczał do mnie „Ordinary Man”. Jakże przewrotny tytuł w tym konkretnym momencie.
Legenda, czy
„Zwykły Człowiek”?
Dla jednych był szalonym frontmanem, który odgryzł głowę nietoperzowi. Dla innych ikoną, która na zawsze zmieniła brzmienie gitarowego grania.
Kiedy w 1970 roku zadebiutował album „Black Sabbath”, świat nie był gotowy na to, co usłyszy. Mroczne riffy Tony’ego Iommiego i złowroga barwa głosu Ozzy’ego Osbourne’a stworzyły podwaliny pod to, co dziś nazywamy muzyką metalową. Black Sabbath nie tylko zdefiniował brzmienie rocka, ale otworzył drzwi do świata, w którym muzyka mogła być ciężka, brudna, przerażająca, a jednocześnie głęboko emocjonalna.
Po odejściu z Black Sabbath Ozzy rozpoczął solową karierę, która była niemal równie przełomowa. Odśpiewał kompozycje, dzięki którym zyskał status legendy. Utwory takie jak „Crazy Train” i „Mr. Crowley” porwały tłumy. W piosenkach „Mama, I’m Coming Home” i „Dreamer” wywołały ogromne wzruszenie.
W kulturze masowej zapisał się także dzięki reality show „The Osbournes”, gdzie ukazał się światu jako zaskakująco ciepły, choć ekscentryczny ojciec rodziny. No i właśnie ten „Zwykły Człowiek”. Taki, który chodzi w dresie, nie ogarnia nowoczesnych technologii i ma psa, który sika na antyczny dywan.
„I don’t wanna die an ordinary man…”
21 lutego 2020 roku Ozzy Osbourne wydał płytę „Ordinary Man”, na której można powiedzieć, że zdjął szaty Księcia Ciemności i pokazał się, jak go bozia stworzyła. Wszystko za sprawą bardzo emocjonalnych tekstów, w których przyznaje się do własnych błędów i ma świadomość, że niebawem przyjdzie mu pożegnać się ze światem. Dzisiaj słucham tej płyty zupełnie inaczej niż 5 lat temu i powiem szczerze, że warstwa liryczna nagle nabrała jeszcze większego znaczenia.
„Ordinary Man” to nie tylko przejmujące teksty. To również muzyka. W tym obszarze mamy kilka wielkich nazwisk:
- Andrew Watt (nie będę wymieniać, z kim współpracował, bo dnia by nie starczyło),
- Duff McKagan i Slash (Guns N’ Roses),
- Chad Smith (Red Hot Chili Peppers),
- Tom Morello (Rage Against the Machine, Audioslave i kilka innych).
Na płycie pojawiają się też Post Malone i Travis Scott, bo kto Ozzy’emu zabroni współpracować z ludźmi spoza gatunków metalowych.
Za chórki odpowiadają znakomite dziewczyny z Lucius – widziałam je na żywo z Rogerem Watersem, są kosmiczne – Holly Laessig i Jess Wolfe. Dziewczyny robią świetną robotę w utworach „Straight To Hell”, „Holy For Tonight” i „Ordinary Man”.
Tutaj muszę się na chwilkę zatrzymać, bo utwór tytułowy miażdży dziś najmocniej. Ta klasyczna ballada z gościnnym udziałem legendy w postaci Eltona Johna to kwintesencja klasycznego rocka.
To właśnie w tej piosence padają bardzo te słowa: I don’t wanna die an ordinary man (nie chce umierać jako zwykły człowiek). Chyba zgodzisz się ze mną, że Ozzy Osbourne nie odszedł w taki sposób. Szczególnie że dopiero co widzieliśmy go na scenie, na tronie, czyli tam gdzie jego miejsce.
Jak zapamiętam Księcia Ciemności?
Nigdy nie uważałam się za fankę Black Sabbath i Ozzy’ego Osbourne’a, ale trzeba powiedzieć to głośno. Nikt nie miał tak dużego wkładu w muzykę metalową. No może poza innym wokalistą Black Sabbath – Ronniem Jamesem Dio.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jak bardzo lubiłam Ozzy’ego i jak mocno wpłyną on na moje postrzeganie świata, a przede wszystkim muzyki i… mojej garderoby.
Przyznać się? Kto za dzieciaka nie kradł mamie czarnej kredki do oczu? Kto nie ma „Lenonek” lub jak ktoś woli „Osbournek”? Kto nie chodził ubrany na czarno od stóp do głów, upodabniając się do Księcia Ciemności?
Jednak mi Ozzy Osbourne najbardziej będzie kojarzył się z frędzlami. Kocham frędzle, a swoją skórzaną kurtkę uważam za najlepszy zakup na świecie.
Kwestią czasu pozostaje pewnie dzień, w którym powstanie film o legendzie. Ja mam tylko nadzieję, że w tym szale, który obecnie jest na artystę, zostanie spełniona jego wola. W roli głównej wystąpi Denzel Washington.

Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂


