Cold in Berlin
Datûra, Natures Mortes
19.02.2026 / Poznań / Pod Minogą
W końcu byłam na pierwszym koncercie w tym roku. 19 lutego 2026 roku w poznańskim klubie Pod Minogą oczarowali Cold in Berlin, Datûra i Natures Mortes. Piękne wydarzenie w cenie niższej niż obiad na mieście.
Te 3 zespoły utwierdziły mnie w przekonaniu, że wolę koncerty niezależnych zespołów w ciasnych klubach, w których podłoga klei się od piwska, niż ogromne występy większych gwiazd. W takich momentach człowiek dostaje emocjonalnego kopa, może oczyścić głowę z przytłaczających myśli i zwyczajnie odpocząć.
Bardzo miły wieczór.
Natures Mortes
Poczułam się trochę jak w wehikule czasu. Po pierwsze, na scenie i pod nią znaleźli się bardzo młodzi ludzie. Nagle poczułam się o 15 lat młodsza. Dość zaskakujące zjawisko. Po drugie, myślałam, że czasy gotyku w stylu The Cure raczej przeminęły, a tu taka niespodzianka.
Występ Natures Mortes oceniam jako przyjemne otwarcie. Na początku porwali mnie swoją oldschoolową świeżością, żeby pod koniec trochę znużyć. Fajne, skoczne kawałki pod grubą warstwą czarnej kreski do oczu. Niestety wszystkie do siebie podobne.
Mimo wszystko podobało mi się. Liczę, że w przyszłości zaskoczą mnie bardziej urozmaiconymi kompozycjami.

Datûra
W kompletnej opozycji do Natures Mortes stoi Datûra. Ich muzyka jest tak różnorodna, że absolutnie nie da się jej jednoznacznie sklasyfikować. A ja bardzo lubię takie rzeczy.

Zespół po raz pierwszy usłyszałam w zeszłym roku na trasie z Dom Zły. Od razu wskoczył na zaszczytne miejsce mojego odkrycia roku 2025. Znakomita muzyka, która lśni w gęstych oparach kadzidełek rozstawionych na scenie.
Główną siłą napędową Warszawiaków jest wokalistka, Maja Rutkowska, która potrafi w okamgnieniu przeobrazić się z wodnej nimfy w leśnego demona. Swoją ekspresję wyraża nie tylko w niesamowitym głosie, ale również teatralnych ruchach.

Na tle reszty zespołu, który wykonuje swoje partie z niezwykłym spokojem, wypada to znakomicie. Nie jest to łatwy materiał, bywa pokręcony, do tego lubi przygnieść ciężkością. Jeśli lubisz jednak nieoczywistą muzykę, to po takim koncercie możesz mimo wszystko poczuć się lżej o kilka kilogramów.
Cieszy fakt, że Datûra cały czas się rozwija. Odniosłam wrażenie, że od ostatniego spotkania muzycy zrobili ogromne postępy (chociaż już poziom był bardzo wysoki) i mogą spokojnie stawać w szranki z międzynarodowymi składami. W zeszłym roku skradli show kolegom z Dom Zły, w tym Brytyjczykom z Cold in Berlin.
Cold in Berlin
Dawno nie widziałam, aby jakiś zespół czerpał taką przyjemność z wykonywania swojej pracy. Twórczość, którą prezentuje Cold in Berlin, nie należy do najlżejszych. Nie piszę tu o ciężkich riffach gitarowych, tylko o towarzyszącej tej muzyce ciemnej aurze.

Tymczasem znowu wokalistka i znowu Maya wkroczyła na scenę z szerokim uśmiechem na twarzy. Przez cały koncert wypatrywała w tłumie najbardziej pochłonięte muzyką osoby, aby później dotknąć ich dłoni czy chociaż nawiązać kontakt wzrokowy. Również śpiewając między publicznością. Uczucie trochę jakby chciała oddać publiczności całą pulsującą w niej energię.

Powiem szczerze, że trochę się tego występu obawiałam. Nie jestem wielką fanką tego zespołu. Wybrałam się z czystej ciekawości. Zawsze mi się wydawało, że tego typu maniera muzyczna jest przytłaczająca i nie może wypaść dobrze na żywo.
Na szczęście może. Zwracam honor wszystkim zespołom z „post-” w nazwie gatunku i wierzę, że te odgłosy z głębokiej studni prezentują się równie dobrze na nagraniach, jak i na żywo. Tym samym Cold in Berlin wskakuje kilka miejsc wyżej w moich rankingach, deklasując kilka zespołów, które bardzo lubię, ale na żywo dają plamę.
Kobiety górą
Kiedy zaczynałam swoją koncertową przygodę jako nastolatka, pamiętam, że zespoły niezależne wypadały na scenie, no cóż… różnie. Wiele się wtedy wybaczało. A bo to nagłośnienie kiepskie, a bo sala pusta.
Odnoszę wrażenie, że Klub Pod Minogą się wcale nie zmienił od jakichś 20 lat. Za to przemysł muzyczny – owszem. Dzisiaj już nie ma mowy o muzycznych potknięciach na scenie, bo kabel leżał w złym miejscu. Zespoły niezależne brzmią równie doskonale, jak te z ogromną wytwórnią.
Spędziłam magiczny wieczór z Mają i Mayą. Muzyczna ekspresja, teatralne gesty i ogromna wrażliwość popłynęły do moich uszu. Wspierajmy małe zespoły, chodźmy na koncerty i kupujmy płyty! Niech nam wymyślają dalej swoje dziwaczne, ale poruszające melodie.
Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂
