„In Verses”
Karnivool
Po wielkim powrocie Textures z ich znakomitym „Genotype” przyszedł czas Karnivool i „In Verses”. Australijski zespół pobił Holendrów, bo na najnowsze wydawnictwo czekałam aż 13 lat. Historia o tyle smutna, że mimo ponad 20-letniej obecności na scenie Karnivool w swojej dyskografii ma tylko 3 płyty (teraz 4). Mam je osłuchane do bólu zębów, więc możesz domyślić się, że czekałam na „In Verses” jak na prezent na Dzień Dziecka.
No i jest! Album wyszedł 6 lutego i chyba już przesłuchałam go więcej razy niż wspomniane wcześniej „Genotype”. Nic w tym dziwnego, ponieważ jest to kolejny w tym roku znakomity krążek, który na pewno będzie w topce mojego rocznego zestawienia.
Słoneczna progresja z Perth
Karnivool mimo bardzo krótkiej dyskografii zdobył status legendy w muzyce progresywnej. Oczywiście wszystko z powodu nietuzinkowego brzmienia. Jest to jeden z nielicznych zespołów, który trudno mi porównać z innym składem.
Muzyka progresywna kojarzy mi się z czymś bardzo wyszukanym i skomplikowanym w odbiorze dla przeciętnego słuchacza. Karnivool połączył techniczną wrażliwość z pogodnym żywiołem. Być może jest to spowodowane słonecznym klimatem Perth.
To sprawia, że ich kompozycji słucha się znacznie lepiej na stojąco niż siedząco, a utwory wpadają w ucho mimo poplątanych sztuczek. Podobnie jest na „In Verses”. Chociaż tym razem zespół wpuścił do swojej twórczości znacznie więcej melancholii. Nie powiedziałabym jednak, że jest to płyta mroczna i przygnębiająca. Moje pierwsze skojarzenia były raczej z czymś delikatnym, intymnym i otulającym.

okładka płyty
autor: Jim Kazanjian
Perła w Oceanie Indyjskim
Otwierający „Ghost” rozpoczyna się delikatnie, ale dość szybko się rozkręca, dając mi pierwsze sygnały, że nie jest to płyta banalna. Zaraz po nim wchodzą „Drone”, „Aozora” i „Animation”, które są chyba największym wspomnieniem po wcześniejszych dokonaniach Karnivool. No jest jeszcze „All It Takes”, czyli zremasterowany singiel z 2021 roku.
Prawdziwa magia zaczyna się w samym sercu „In Verses”. Mam tu na myśli przede wszystkim „Conversations”. Ta kompozycja to emocjonalna podróż wypełniona pięknymi partiami gitarowymi i fantastycznie podbijającym basem oraz perkusją. Taki niepozorny kawałek, a tyle się w nim dzieje, że trzeba przesłuchać co najmniej 100 razy.
Nie sposób też pominąć „Reanimation”, w którym gościnnie pojawia się Guthrie Govan. To kolejny delikatniejszy utwór, ale za to z solówką gitarową. Jeśli zastanawiasz się, czy warto stawiać jeden ckliwy kawałek obok drugiego, to warto. Karnivool na „In Verses” robi to dwa razy. Ten drugi raz przekonał mnie, że ta płyta to perła w Oceanie Indyjskim.
Jednym z singli promujących album jest przepiękny „Opal”, który zajmuje przedostatnią pozycję na „In Verses”. Miałam przeczucie, że będzie to moja ulubiona ballada tego roku. Ależ się myliłam. To zamykająca płytę „Salva” podbiła moje serce. Mniej więcej w środku utworu dostałam plot twist w szkockim klimacie (a Szkocję lubię bardzo), który spowodował, że automatycznie kliknęłam opcję powtarzania odtwarzania.
Lepsze miejsce
„In Verses” to delikatny i wrażliwy album. Nie ma tutaj wywracających trzewia fajerwerków. Zamiast tego są wielowarstwowe aranżacje, które budują napięcie. Czuć w tej muzyce emocjonalne natężenie, ale nie przygniata ono swą ciężkością. Ja wręcz czuję się lżejsza o kilka kilogramów. Niezwykle przyjemna płyta, która zostanie ze mną na długo.
Przy okazji wydania nowej płyty oczywiście muszą być koncerty. Karnivool zagra w warszawskiej Progresji 20 kwietnia. Po znakomitym występie na Brutal Assault czuję ogromny niedosyt, więc nie mogę nie polecić tego wydarzenia. Bilety można kupić tutaj, a wydarzenie na Facebooku tutaj.
Na sam koniec pozwolę sobie jeszcze zacytować jeden z komentarzy na YouTubie pod teledyskiem do „Opal”. Znakomicie oddaje on moje uczucia po przesłuchaniu „In Verses”:
The world is a better place when Karnivool is making music
Świat jest lepszym miejscem, gdy Karnivool tworzy muzykę
Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂


