„Skeletá”

Ghost

25 kwietnia ukazał się 6 album szwedzkiego zespołu Ghost „Skeletá”. Większą część kwietnia i maja zespół intensywnie koncertował w Europie, promując to wydawnictwo, ale również świętując 15 urodziny wydania pierwszej płyty „Opus Eponymous”. Za moment Ghost rusza w dalszą trasę, tym razem po Stanach Zjednoczonych i Meksyku.

Zanim jednak to się wydarzy. Już w najbliższą sobotę, frontman zespołu o wielu wcieleniach (obecnie Papa V Perpetua) wystąpi na wielkim show pt. „Back to the Beginning”, czyli pożegnaniu Black Sabath i Ozzy’ego Osbourne’a.

Jest to dobra okazja, żeby pogadać o płycie „Skeletá” i w ogóle o fenomenie Ghost.

Kiedy szatan

śpiewa ABBĘ

Wydaje mi się, że gdy Ghost wkroczył na scenę ze swoimi szatańskimi rytuałami, największe kontrowersje pojawiły się wśród słuchaczy metalu. Chyba każdy fan ciężkiego brzmienia łączy tego typu wizerunek wykręcającymi kiszki riffami gitarowymi i zdzieraniem sobie gardła do lucyfera.

Tymczasem Ghost wymieszał wszystkie klasyczne ballady rockowe z lat 70.,80. i 90. z przebojowością ABBY i dodał do tego mroczno-kiczowatą otoczkę z prosto z piekła. Efekt jest taki, że człowiek kupuje płytę, myśląc, że będzie to black metal, a potem włącza pierwszy utwór, pojawia się refren jak z „Knowing Me, Knowing You” i zaczyna się spore zakłopotanie.

Wszystkim sceptykom szczerze współczuję. Dużo tracą. Muzyka Ghost to kupa zabawy.

Refreny,

które rozgrzeszają

Powiem szczerze, że nie czekałam na płytę „Skeletá” z wypiekami na twarzy. Zespół traktuję bardziej jak ciekawostkę przyrodniczą. Bardzo dobrze się tego słucha raz na jakiś czas. Jeszcze lepiej brzmi to na koncercie. Mimo wszystko zespół zerżnął już ze wszystkiego, co się da, a utwory na ogół są do siebie dość podobne. Pewnie dlatego tak dobrze wpadają w ucho. Nie spodziewałam się, że można wygrzebać ze starych klasyków więcej.

Od pierwszych dźwięków „Skeletá” czuć, że Papa V Perpetua nie zamierza przynudzać. Album łączy charakterystyczne dla Ghosta brzmienia – heavy metalową energię wymieszaną ze skocznym popem, barokowy przepych i refreny tak chwytliwe, że nawet szatan tupta nóżką… i czuje się rozgrzeszony.

Lirycznie, zespół jak zwykle stąpa po cienkim lodzie, stosując satanistyczne metafory, puszczając przy tym oczko w stronę fanów, którzy wiedzą, że Ghost to nie tylko zespół, ale ogromna wizja artystyczna.

Efektem tego wszystkiego jest piekielnie stylowa płyta. Coraz bardziej stylowy robi się też wizerunek zespołu, bowiem każdy kolejny przywódca tej sekty zmienia sutannę na idealnie skrojoną marynarkę.

Okładka prosto z piekła

Głupotą by było nie wspomnieć o okładce. Po raz kolejny artystycznie wyżył się nasz rodak Zbigniew Bielak. Artysta współpracuje z zespołem niemal od początku jego istnienia i robi to w piekielnie dobrym stylu.

Tym razem, również po raz kolejny, podarował nam małe arcydzieło. Ilość maleńkich detali robi wrażenie. Wszystkie te maleńkie kosteczki i czaszki oraz elementy architektury gotyckiej. WOW!

Młoda kobieta trzyma w rękach okładkę płyty winylowej Ghost pt. "Skeletá". Nie widać jej twarzy.
Ghost – „Skeletá” okładka płyty autor: Zbigniew Bielak

Rytuał w Łodzi

„Skeletá” zrobiła na mnie tak dobre wrażenie, że właściwie od razu zapragnęłam być na koncercie. Tym sposobem dzień przed występem w Łodzi kupiłam bilety na trybuny boczne z ograniczonym widokiem za cenę podobną jak płyty winylowej.

Czy było warto? Tak. Czy wszystko widziałam? Nie, ale za tą cenę i tak bajka. Przynajmniej miałam okazję podejrzeć trochę pracę obsługi, która robiła znakomitą robotę przy zmianach scenografii.

Forma zespołu – szczytowa. Pomysł ze schowaniem telefonów do dziwacznych pokrowców – fantastyczny. Jeden z piękniejszych widoków podczas koncertu to las rąk, a nie błękitnych ekranów. Jeśli słuchając płyt, masz wątpliwości czy chcesz uczestniczyć w tym rytuale, to koncert Cię przekona.

Wyjątkowo przyjazna sekta

W całej tej historii czasem zastanawia mnie, czy wciąż rosnąca popularność Ghost miałaby miejsce, gdyby nie ta cała otoczka. Ukryte pod maskami twarze i teatralne kostiumy. Powalająca scenografia jak wnętrze katedry na koncertach.

Jestem głęboko przekonana, że gdyby nie ten image, to nie byłoby społeczności. Ludzi, którzy chodzą na koncerty Ghost, nie nazwałabym fanami. To wyznawcy.

Nie oszukujmy się. Możliwość odpicowania się na koncert daje dużo więcej pewności siebie. Tłum przebranych osób pod sceną to obrazek niezwykle przyjemny. Widać w tym wszystkim miłość i pokój. Nawet jeśli jest to potupajka z zakonnicą w miniówce i twarzą kościotrupa.

Jak do tego doszło, że najbardziej przyjazne środowisko znajdziesz na koncercie zespołu, który odprawia mroczne rytuały? Cóż… muzyka!


Zaobserwuj mnie na FacebookuInstagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.

Dzięki, że jesteś!

Magdalena 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *