Soen

Oddland, Trope

Wszystkich Świętych minęło koncertowo. 1 listopada 2024 w poznańskiej Tamie zagrał Soen. W roli gości specjalnych wystąpiło fińskie Oddland i kanadyjskie Trope. Mimo dość niefortunnej daty na wydarzeniu pojawiła się liczna publiczność. Jestem głęboko przekonana, że nikt nie wyszedł zawiedziony. Ja na pewno, a wcale nie jest to takie oczywiste. Soen bardzo lubię, ale kłamać nie będę. Nie zawsze wychodziłam zadowolona z ich koncertu.

Trope

mała kropelka syropu klonowego

Tak w 90%, jak chodzę na koncerty, to nie znam supportów. W tym przypadku było bardzo podobnie. Popełniłam jednak błąd i wcześniej posłuchałam zespołów, które miały wystąpić przed Soen. Trope bardzo mi przypadło do gustu.

Pierwszy utwór, który miałam przyjemność posłuchać to „Lamb”. Od razu pojawiły się skojarzenia – Tool z kobietą na wokalu. Właściwie taka myśl towarzyszyła mi przez większość piosenek Trope. Pomyślałam sobie, że to może być ciekawy występ. Czekałam z niecierpliwością.

Na scenie Trope

Zespół z Kanady zafundował mi jednak niemiłą niespodziankę. Zamiast butli syropu klonowego dostałam małą kropelkę. Trope wystąpiło bowiem w najmniejszym możliwym składzie. Pojawiła się tylko wokalista i gitarzysta. Żeby tego było mało, zagrała tylko gitara akustyczna.

Ogromna szkoda. Zespół zrobił sympatyczne show, ale widać i słychać było, że jest to maleńki procent ich możliwości. Mimo wszystko szanuję za odwagę.

Nie wiem, czy publiczności się podobało, czy byli zdeterminowani, aby pozostać na swoich miejscach. W każdym razie wszyscy grzecznie słuchali. W ogóle muszę przyznać, że na całym koncercie widownia była wyjątkowo wdzięczna. Brawo. Od razu człowiek się lepiej bawi.

Oddland

polecam serdecznie

Podobnie jak w przypadku Trope posłuchałam sobie Oddland wcześniej. I znowu bardzo przypadło mi do gustu. Mało tego. Tak szczerze, to chyba poszłam bardziej na Oddland niż na Soen.

I bardzo dobrze. Oddland zrobił znakomitą robotę. Publiczność została rozgrzana do czerwoności. Twórczość zespołu jest znacznie mocniejsza niż Soen, ale świetnie sprawdziła się w roli spportu.

Na scenie Oddland

Jestem absolutnie zachwycona głosem wokalisty. Czyste wokale są głębokie i aksamitne, by po chwili zmienić się w naładowany testosteronem niski krzyk. Do tego porządne basy wprawiające wnętrzności w wibracje. Całości dopełniają melodyjne riffy gitarowe, które czasem przeplatają się z typowym dla metalu progresywnego technicznym graniem.

Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego ten zespół nie przebił się jeszcze do szerszej publiczności. Ma wszystko to co inne, bardziej popularne zespoły progresywno metalowe. Do tego Oddland wyrobił już sobie charakterystyczny styl. Nie jest to kolejna kapela podobna do 100 innych skandynawskich wykonawców.

Oczywiście, że kupiłam płytę. Od razu z autografami. Miałam też przyjemność zamienić z chłopakami trzy słowa. Bardzo sympatyczni. Polecili, którą płytę wybrać.

Soen

między melancholią a metalową wirtuozerią

Bardzo lubię Soen. Chyba też jest w mojej topce na Spotify od kilku lat. Prawdopodobnie jest to zespół, który widziałam na żywo najwięcej razy. Niestety nie zawsze odchodziłam od sceny zadowolona.

Tym razem Szwedzi wprowadzili mnie w znakomity nastrój. Nie wiem, czy było to spowodowane ilością endorfin wytworzonych podczas występu Oddland, czy faktycznie zagrali znakomicie. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że był to ich najlepszy koncert, jaki widziałam. Być może bardziej emocjonalnie było na Ino-Rock 2023 gdzie zagrali projekt „Atlantis”. Trudno jednak porównywać te 2 występy, ponieważ były zupełnie inne.

Na scenie Soen

Mój problem z Soen polega też na tym, że dużo bliższa jest mi ich twórczość z początku kariery. Zespół przeszedł z ciężkiej melancholii do heavy metalowej wirtuozerii z nutką progresywnego grania. Co tu dużo pisać. Gitarowe popisy robią imprezę. Chociaż nadal wolę te rozmarzone dźwięki z pierwszych płyt, nowości na żywo prezentują się znakomicie.

Mimo że Soen przyjechał promować ostatni album „Memorial”, dominowały utwory z ostatnich trzech płyt. Zespół wybrał te najbardziej melodyjne utwory ze swojego repertuaru. Ku mojemu zdziwieniu całkowicie pominięto bardzo sympatyczny album „Lykaia”. Zamiast tego zaskoczył dwoma kompozycjami starszymi, bardzo nieoczywistymi.

Po pierwsze, zapomniane chyba trochę „Ideate”. Ciekawy wybór. Ja bym na to nie wpadła. Byłam jednak ukontentowana bardzo, bo dostałam, chociaż małą namiastkę tego, za co Soen pokochałam. Wolałabym jednak coś żywszego jak, chociażby „Fraccions”.

Po drugie, „The Words”. W wersji bardzo pościelowej na pianino. Fajnie, że zespół sięga po starsze kawałki, ale czemu takie smęty.

Poznań

miasto doznań

Lubię moje miasto. Czasem mnie bardzo irytuje, szczególnie jak remontują pół centrum. Nie lubię również tłumu pijanych ludzi w sobotni wieczór na ul. Wrocławskiej. Uwielbiam za to poznańską publiczność. Chodzę na wiele koncertów w moim mieście. Czasem wykrzykujemy głupoty, czasem oglądamy występy przez komórki, a czasem jednoczymy się w muzyce.

Na tym koncercie pokazaliśmy się z najlepszej strony. Odniosłam wrażenie, że ludzie słuchali w skupieniu i czerpali z występów całą masę cudownej energii. Bardzo mi się ten stan udzielił. Wróciłam do domu znakomicie nastrojona.


Zaobserwuj mnie na FacebookuInstagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.

Dzięki, że jesteś!

Magdalena 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *