„Reliance”
Soen
Dzisiaj będzie trochę kulinarnie. Mogłabym napisać kolejną recenzję o tym, że Soen wydał kolejny solidny album, ale pomyślałam sobie, że nie chcę być tak nudna jak „Reliance”. W trakcie pierwszego odsłuchu tej płyty pilnie zapisywałam moje odczucia. Przy połowie utworów zanotowałam krótko: „odgrzewany kotlet”. Swoją analizę opieram więc na walorach smakowych tradycyjnego schabowego. Jestem przekonana, że znakomicie pasuje on do tego, co Soen serwuje nam na nowym wydawnictwie.
Przystawka,
która kiedyś smakowała lepiej
Moja podróż z twórczością Soen jest pełna wzlotów i upadków. Zespół zachwycił mnie pierwszymi nagraniami, którymi zabierał w mroczne zakamarki świadomości i urzekał aksamitnym wokalem. Mimo że na dwóch pierwszych płytach zespołu czuć było ewidentną inspirację Toolem. Jednak podrobić Tool to też sztuka.
Na płycie „Lotus” muzycy Soen skręcili w stronę łagodniejszego i bardziej melodyjnego plumkania, ale nawet przypadło mi to do gustu. Zespół w mistrzowski sposób serwował ballady, które miło muskały podniebienie. Mniam.
„Imperial” natomiast to taka powtórka z „Lotus” tylko, że w menu znalazły się jeszcze kompozycje, które pozwoliłam sobie określić jako melodyjne hymny marszowe z progresywnym twistem. Do tej właśnie płyty słuchałam Soen jeszcze z dość dużym zainteresowaniem.
Przed ostatni album „Memorial” kompletnie nie chwycił mnie za serce. Do gustu nie przypadła mi zmiana maniery wokalnej Joela Ekelöfa, a płyta wydała mi się nudna i mało urozmaicona. Za to przednio bawiłam się przy tych utworach na koncercie, o czym pisałam tutaj.
Gdy 16 stycznia ukazał się „Reliance”, miałam w głowie jedno życzenie. Chciałam, żeby Soen znów mnie zaskoczył. Liczyłam na powrót do tych smacznie przyprawionych melancholią tonów z początków ich kariery. Niestety na próżno. Po kilku przesłuchaniach mam wrażenie, że zespół ostatecznie wybrał bezpieczne, sprawdzone przyprawy i unika kuchennych eksperymentów.
Odgrzewany kotlet
w panierce z rutyny
„Reliance” to płyta na pewno solidna. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu. Produkcja błyszczy, instrumenty brzmią potężnie, a melodie natychmiast wchodzą do głowy. Jeśli podobał Ci się „Memorial”, to poczujesz się tutaj jak na niedzielnym obiadku u mamy. Nowy materiał jest właściwie jego naturalną kontynuacją. Zespół postawił na konstrukcje, które sprawdziły się ostatnio. Mają w sobie ogromną siłę i energię, która z pewnością wyśmienicie sprawdzi się na koncertach.
Z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, że Soen wpadło w pewną rutynę. Choć muzyka jest technicznie bez zarzutu, brakuje mi w niej pierwiastka zaskoczenia. Nie bez powodu podczas pierwszego odsłuchu „Reliance”, gdy robiłam notatki do poszczególnych utworów, aż przy połowie zapisałam: „odgrzewany kotlet”. Doskonale wiesz, że jest smaczny, ale kiedyś zachwycał różnorodną teksturą. Dzisiaj jakoś tak rozmiękł.

okładka płyty
autor: Le Nevralgie Costanti
„Reliance” to płyta na pewno solidna. Wszystko jest tutaj na swoim miejscu. Produkcja błyszczy, instrumenty brzmią potężnie, a melodie natychmiast wchodzą do głowy. Jeśli podobał Ci się „Memorial”, to poczujesz się tutaj jak na niedzielnym obiadku u mamy. Nowy materiał jest właściwie jego naturalną kontynuacją. Zespół postawił na konstrukcje, które sprawdziły się ostatnio. Mają w sobie ogromną siłę i energię, która z pewnością wyśmienicie sprawdzi się na koncertach.
Z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, że Soen wpadło w pewną rutynę. Choć muzyka jest technicznie bez zarzutu, brakuje mi w niej pierwiastka zaskoczenia. Nie bez powodu podczas pierwszego odsłuchu „Reliance”, gdy robiłam notatki do poszczególnych utworów, aż przy połowie zapisałam: „odgrzewany kotlet”. Doskonale wiesz, że jest smaczny, ale kiedyś zachwycał różnorodną teksturą. Dzisiaj jakoś tak rozmiękł.
Czy to oznacza, że to zła płyta? No nie do końca. To kawał porządnego rocka i metalu, który bije na głowę wiele współczesnych produkcji. Soen nadal potrafi budować jakiś tam klimat. Joel Ekelöf śpiewa z taką pasją, że każda linijka tekstu wydaje się ważna. Chociaż mnie bardziej urzekają te momenty, w których spuszcza z tonu i łagodzi moje serduszko łagodnymi partiami.
Niewątpliwie zespół stworzył swój własny, rozpoznawalny styl. Teraz szlifuje go do perfekcji, zamiast szukać nowych form wyrazu. „Reliance” to album mało odkrywczy, co dla fanów progresywnego grania może być sporym rozczarowaniem.
Jak przyprawiono tego kotleta?
Na „Reliance” znowu usłyszymy szybkie i melodyjne riffy gitarowe, a czasem nawet charakterystyczne dla Cody’ego Lee Forda wirtuozerskie solo. Mamy tutaj też troszkę więcej klawiszowych dodatków. Utwór „Drifter” doprawiono nawet partią syntezatorów, chociaż te akurat nie do końca pasują do mojej diety.
Martin Lopez rozbija tego muzycznego kotleta w swoim charakterystycznym, marszowym rytmie. To pewnie za jego sprawą będzie dużo klaskania pod sceną. To, co najbardziej mnie boli, to fakt, że w tej gęstej panierce dźwięków zginął całkowicie bas. A przecież to on nadaje potrawie głębi!
Z ciekawszych pozycji w menu wybrałabym utwór „Huntress”, który wyróżnia się na tle pozostałych kompozycji. To jednak nadal trochę za mało, aby wbić mnie w fotel. Najlepiej za to smakuje ostatnia pozycja na karcie, czyli „Vellichor”. To jedyny moment, w którym poczułam, że kucharz naprawdę włożył w gotowanie nieco więcej serca.
Czy warto prosić o dokładkę?
Dla kogo jest ten album? Na pewno dla tych, którzy kochają Soen za ich nowoczesne, uderzeniowe brzmienie. Jeśli szukacie muzyki do głośnego słuchania w samochodzie lub chcecie poczuć ciarki podczas refrenów, „Reliance” dostarczy Wam tego pod dostatkiem.
Ja jednak będę czekać na moment, w którym zespół odważy się na krok w nieznane i znów zostawi nas z otwartymi ustami, tak jak robili to na swoich pierwszych płytach. Na razie dostajemy solidną rzemieślniczą robotę, która utwierdza pozycję Soen na scenie, ale nie wywołuje rewolucji w menu.
A jeśli masz ochotę zobaczyć Soen na żywo, to jest świetna okazja, bo zespół wystąpi u nas aż 4 razy tego lata:
- 21.08.2026 – Gdańsk – Drizzly Grizzly
- 22.08.2026 – Poznań – 2Progi
- 23.08.2026 – Lublin – Zgrzyt
- 25.08.2026 – Bielsko-Biała, RudeBoy
Podoba Ci się moja
radosna twórczość?
Zaobserwuj mnie na Facebooku i Instagramie. Będziesz na bieżąco z nowościami. Chcesz poznać mnie jeszcze bliżej? Zapisz się do Newslettera. A jeśli chcesz mnie zmobilizować do pisania jeszcze większej ilości artykułów, możesz postawić mi kawkę.
Dzięki, że jesteś!
Magdalena 🙂


